|
sobota, 22 stycznia 2011
Usunęłam plik
Usunęłam notkę o sprzedaży mojego mieszkania, bo już sprzedałam :( . Dobrze, ze sprzedałam, ale jednak troche smutno.
wtorek, 16 listopada 2010
Zmiany, zmiany, zmiany
Od 3 tygodni mieszkam już z rodziną w Warszawie. Przystosowujemy się do życia w innym mieście i w innym rytmie. Zmiany dotykają różnych dziedzin naszego życia, w tym także prowadzonego przeze mnie bloga. Przenoszę się. Mój nowy blog znajduje się Zapraszam!
niedziela, 15 sierpnia 2010
"Stabilizacja" - czyli wszystko będzie jak zawsze ;)
Niektórzy z rodziców tęsknią już do września, bo wtedy wszystko wskoczy w swoje tryby i wróci do normy. Ja też czekam, ale moja stabilizacja, jest zaprzeczeniem wszelkich istniejących stabilizacji. Nas jak zwykle czekają zmiany i to duże, bardzo duże. Po pierwsze Ania wyjeżdża do szkoły do Gdyni. Stwierdziła, że nie wiąże swojej przyszłości ze sztuką i pożegnała się z Liceum Plastycznym. Ja natomiast stwierdziłam, że skoro tak, to powinna zacząć liceum od klasy pierwszej, gdyż oni w plastyku, byli bardzo daleko z materiałem (pod koniec roku byli gdzieś tam, gdzie licea były w listopadzie), mając dużo mniej godzin przedmiotów ogólnych. Ania pewnie by nadgoniła to wszystko, ale doszliśmy do wniosku, że po co ma zarywać noce i być sfrustrowana. I tak, gdyby została w plastyku, maturę zdawałaby 4 lata po skończeniu gimnazjum, więc to w zasadzie nie robi różnicy. Tak więc brała udział w rekrutacji tak jak wszyscy gimnazjaliści i dostała się do swojej wymarzonej szkoły - III LO w Gdyni. Tak więc moje starsze dziecko wyfruwa już z gniazda i pewnie do niego będzie wracać już tylko jako gość. Ale to nie wszystko. W między czasie Marek dostał propozycje pracy nad pewnym projektem w Warszawie. Już tam jest i pracuje. I wszystko wskazuje na to, że będzie to praca "na dłużej". Tak więc w Gorzowie zostaję z Agatką i zwierzakami. Przynajmniej na razie. Bo nie wyobrażam sobie życia rodzinnego w takim rodzieleniu - e-rodzina Simsy4 ;) Wszystko dzieje się tak szybko, że nawet nie zdążyliśmy dobrze się zastanowić jak to ugryźć. W każdym razie doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie jeśli sprzedamy mieszkanie i przeniesiemy się obie do Warszawy. Właściwie to możemy to zrobić w każdej chwili - ot dobrodziejstwo edukacji domowej - rok szkolny nie wyznacza nam rytmu przeprowadzek. A do tego ja w tym roku szkolnym będę na urlopie bezpłatnym, więc mnie także praca nie trzyma w miejscu. Będzie to nasza 13 albo 14 przeprowadzka, więc żadna nowość. Miasta też zmienialiśmy jak rękawiczki. Warszawa będzie 5 miastem (nie licząc 2 miesięcy mieszkania na wsi w Rakowcu). Ale prawdę mówiąc nie spodziewałam się, że wyląduję w Warszawie. Czyli - Sprzedaję mieszkanie w Gorzowie - jacyś chętni?
czwartek, 08 lipca 2010
Ach ... wakacje...
Ania na obozie we Lwówku Śląskim. Aga z harcerzami nad morzem. Rodzice w domu odpoczywają. Agatka jak wróci na pewno coś napisze o obozie. Mam nadzieję, że szefostwo obozu tym razem dało temat przewodni taki, że nikt z moich czytelników nie obrazi się na mnie, ani nie oburzy, jak to miało miejsce po biwaku. Jakby nie patrzeć nie mam na to wpływu. Ale te sytuacje pokazują, że zawsze, gdy oddajemy nasze dziecko na wychowanie komuś innemu (nawet na trochę), to nie mamy wpływu na wiele rzeczy. Czasami możemy walczyć o zmiany, ale często o wielu rzeczach po prostu nie wiemy a na inne zwyczajnie nie mamy wpływu.
piątek, 02 lipca 2010
sobota, 26 czerwca 2010
Koniec roku szkolnego
Agatka od kilku dni przebywa w Poznaniu u zaprzyjaźnionej rodziny. Dziewczyny śpią pod namiotem - więc jak widać mają już prawdziwe wakacje. Jak ja jej zazdroszczę. Do Poznania pojechała samodzielnie PKS-em. Trochę się obawiałam, ale wszystko poszło dobrze. Zwłaszcza, że nie było przesiadek. W międzyczasie przyszło jej świadectwo ukończenia szkoły podstawowej. Średnia 5,2 i 35 ze sprawdzianu po 6 klasie. Ocena jak najbardziej uzasadniona. Agatka w tym roku zrobiła ogromne postępy, zwłaszcza w pisaniu różnego rodzaju tekstów. W gimnazjum dalej planujemy edukację domową. Jak będzie zobaczymy. Zgodę już mamy, jeszcze tylko musimy ustalić parę rzeczy z dyrekcją, kupić książki, zobaczyć podstawę programową (już mam wydrukowaną), pewnie także spotkać się z nauczycielami. W klasie Agatki będzie jeszcze jeden chłopiec uczony w domu.
niedziela, 20 czerwca 2010
Ciekawe
Bardzo ciekawy wpis można znaleźć na blogu Pionierów ED - prowadzonego przez Izę Budajczak. www.izabudajczak.blox.pl/2010/06/Z-najnowszych-badan-Briana-Raya.html Zachęcam do lektury.
Biwak - Aga
Cześć :) Po pierwsze - chciałabym Wam podziękować za komentarze pod moim postem. Było ich aż 5, a jak dla mnie to całkiem sporo. Tak czy inaczej, mama zgodziła się, żebym pisała z nią bloga. Dzisiaj wróciłam z Biwaku Harcerskiego w Osieku, za słynną plażą nad jeziorem Długim. Jedzie się 50 minut, z naszego domu w Gorzowie. Miejsce jest na prawdę piękne. Ośrodek posiada dużo miejsca na baraki, namioty, łodzie i ogniska.
Niestety nie mogliśmy się kąpać, a nawet zamaczać nóg w jeziorze. Zasada ostrożności oraz bardzo napięty grafik...Naprawdę - wydawało mi się że minął tydzień albo więcej odkąd wyjechałam z Gorzowa na biwak, tyle się działo. Nie będę opisywać wszystkiego, tylko napiszę parę najważniejszych punktów.
Bardzo milo zleciał nam czas biwaku, oczywiście oprócz kar dawanych nam przez druhnę Karolinę. Jutro jadę jeszcze do Poznania, do Taylorów. Pozdrowić ich od kogoś??? Papa Aga
środa, 16 czerwca 2010
Basen - Agata
Cześć :) To mój pierwszy post na blogu mamy i mam nadzieję że mnie stąd nie wywali. Ponieważ jak wiecie moje blogi są nietrawałe, mama pozwoliła mi od czasu do czasu dodawać nowe posty w jej blogu. Tak więc piszę. Dzisiaj byłam na basenie z tatą. Okropnie się stęskniłam za wodą i za Słowianką. Wszystko przez to, że przez ten cały czas nie miałam kostiumu kompielowego, a ze starego wyrosłam. Dzisiaj znalazłam strój sportowy w kolorach granatu. Jest oczywiście jednoczęściowy. Kiedy wróciłyśmy z zakupów, było bardzo gorąco i chciałam wypróbować mój nowy kostium. Jednak tata był umówiony na jakieś spotkania. Musiałam iść z psem na spacer. U nas jest takie drzewko i regulamin placu zabaw a między nimi przerwa o długości około 2 metrów. Miałam pecha. Biegłam między tymi dwoma przedmiotami, kiedy nagle, mój kochany piesek poplątał mi się w nogach. Spadłam na głowę o twardą ziemię a nogi poleciały do góry, po czym z hukiem uderzyły o regulamin. I wtedy światło zgasło. Ponownie zapaliło się po 5 sekundach (chyba...). Bardzo bolała mnie noga, ale nie byłam na tyle odważna żeby spojrzeć czy przypadkiem nie jest roźcięta i czy nie krwawi. Tak jak byłam poszłam do naszej klatki. Miałam jeszcze problem z dojściem i z tym że moja Lotka bała się podejść do swojej płaczącej pani. Ale hacerze są dzielni. Wstałam i kliknęłam guzik naszego mieszkania. Powiedziałm krótko "proszę zejdź na dół" i usiadłam na zimnej płycie w klatce. Mama szybko się zjawiła razem z tatą i oboje wciągneli mnie jakoś na górę, gdzie dostałam okłady. Jakoś udało mi się opowiedzieć o moim wypadku i obronic się przed pomysłem pojechania do szpitala. Nie cierpie tego sztucznego zapachu, pielęgniarek i okropnych pokoi szpitala Gorzowskiego. Kiedy poczyłam się lepiej, wyszłam na dwór, ponieważ zadzwonił mój dobry przyjaciel, nazywany Trawą (ma na imię Kamil). Gadaliśmy jak zawsze o simsach. Potem zadzwonił dzwonek i oboje poszliśmy sprawdzić co się dzieje. Przyjechał facet od waty cukrowej. Po sprawdzeniu cen, zaczęliśmy wracać. I wtedy się stało to! Ktoś mnie czymś rzucił a ja powiedizłam "co jest" i dotknęłam mojej głosy. Cała była ufajdana ptasimi odchodami (jak 6 lat temu. uff!). Wykąpałam się i poszłam z tata na basen. Niestety, tata zamierzał wycisnąć ze mnie siódme poty, mimio że ciężko pracowałam nie dawał mi chwili na tak zwany rekals w wodzie. W końcu dał mi spokój bo byłam przemęczona i poszliśmy do jacuzzi. Dziwnie się czuliśmy, bo bylismy sami i jeszcze jedna pani oraz ratwniczka i zaczęto gasić światła, więc wytarliśmy się i wyszliśmy. Na koniec tata kupił mi i sobie po batoniku i kremu czekoladowym na gorąco. No i teraz jestem w domu. Tu i teraz piszę. I co myślicie o moim poście? Mogę być autorką tego bloga??? Pozdrawiam cieplutko, Agata (to o mnie pisze mama ;p) Zlot chorągwi
Jest taki dowcip dotyczący dzieciaków uczących się w domu: Gdzie trzeba szukać dziecko ED,
które poszło na wagary? Odpowiedź: w szkole pod ławką. Coś takiego miało miejsce u nas w zeszłym tygodniu. Co prawda nie było wagarów, ale Aga ubrała po raz pierwszy swój mundur harcerski i pojechała …. spać do szkoły ;). Tak więc nasze dziecko uczy się w domu a śpi w szkole ;) A tak serio to owo zajście miało miejsce z powodu 100 lat harcerstwa na ziemiach polskich, które lubuska chorągiew uczciła zlotem drużyn i festiwalem piosenki harcerskiej. Drużyna Agatki też brała w tym udział, chociaż jak się okazało byli najmłodsi. A po uroczystym apelu większość drużyn harcerskich miała jakieś zadania do wykonania w mieście – jakieś podchody czy coś takiego – a dziewczynki z naszej drużyny sprzedawały ciasteczka na festynie zorganizowanym przez miasto dla mieszkańców tegoż miasta. Ciasteczka miały kształt harcerskiej lilijki. Forma lilijki została zrobiona przez tatę druhny drużynowej, a ciastka upieczone przez harcerki i…. ich mamy ;) (Niech żyją kooperacje rodzinne). Cały dochód ma zostać przeznaczony dla drużyny, na obóz. Fajny pomysł. I widać było, że większość ludzi miała takie samo zdanie, bo chętnie od nich kupowano. Niektórzy nawet wrzucali więcej pieniędzy niż zasugerowane. Po dwóch dniach Agatka było po prostu wykończona zlotem. Ale generalnie zadowolona. W każdym razie pojutrze jedzie na biwak.
|
Zakładki:
Blogi rodzin Edukujących w domu
Inne strony o Edukacji Domowej
Moje inne blogi
Wychowanie i edukacja
Z tych stron też korzystam
Napisz do mnie: wyspaskarbow1@o2.pl | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||